Rozmowa z Maciejem Kalinowskim, Prezesem Stowarzyszenia „Nasz Starogard”

W marcu minie 7 lat działalności Stowarzyszenia Nasz Starogard. Jak ocenia Pan ten miniony czas?

Bardzo pozytywnie. Z grupy kilku osób, które miały podobny pogląd na to, co dzieje się w naszym mieście staliśmy się Organizacją Pożytku Publicznego i zaczęliśmy działać dla Starogardu. Czujemy się odpowiedzialni za przyszłość miasta. W tym czasie sporo się działo. Organizowaliśmy i wspieraliśmy wiele wydarzeń. Jak w każdej organizacji, ważni są ludzie. Jak to jest w Stowarzyszeniu Nasz Starogard?
Można dokonać wielu wspaniałych rzeczy, osiągnąć sukces, ale do tego potrzeba odpowiednich ludzi. My takich spotkaliśmy na swojej drodze. Nie interesują nas poglądy czy to polityczne czy życiowe – zawsze pytamy: Co chcesz zrobić dla swojego miasta? To nas łączy. Jesteśmy różni, nie zawsze się ze sobą zgadzamy, ale dyskutujemy tak długo, aż przeważą czyjeś argumenty. Dla mnie to wiele znaczy i jestem dumny z tego, że tak wielu wspaniałych ludzi nas wspiera. Cofnijmy się do roku 2014, czyli wyborów samorządowych. Sukces Naszego Starogardu zaskoczył wielu. Janusz Stankowiak został wybrany na prezydenta, udało się zdobyć 5 mandatów do Rady Miasta, 2 do Rady Powiatu i jeden do Rady Gminy.

Co zadecydowało o tym sukcesie?

Na ten sukces wpłynęło wiele czynników. Po pierwsze czuliśmy, że starogardzianie są zmęczeni lokalną polityką. Partie ich zawiodły i mieszkańcy nie wierzyli w pozytywne zmiany. Postanowiliśmy to zmienić. Wystawiliśmy wyłącznie kandydatów bezpartyjnych. To głównie oni i ich zaangażowanie przyczyniło się do tego sukcesu. Do wyborów Nasz Starogard szedł z określonym programem. Co udało się zrealizować?
Tworząc program wyborczy chcieliśmy, aby był jak najbardziej realny. Nie można obiecywać rzeczy niemożliwych tylko po to, aby wygrać. Jesteśmy dalecy od populizmu. Z Programu Wyborczego 2014 zrealizowaliśmy wszystkie swoje założenia. Jedno z haseł wyborczych Naszego Starogardu brzmiało: „Zmieniajmy na lepsze”. W takim razie co udało się zmienić na lepsze?
Najważniejsze to dialog z różnymi środowiskami. Zostały powołane rady społeczne, które włączyły się we współpracę z samorządem i panem prezydentem. Powołano rady: sportu, rowerową, gospodarczą, seniorów, osób niepełnosprawnych i społeczną. Ich głos jest bardzo ważny dla strategii rozwoju miasta. Oczywiście wprowadziliśmy (jak obiecywaliśmy) pełną transparentność naszych działań. Do nich należy imienne głosowanie radnych oraz rejestr umów, dzięki któremu każdy może sprawdzić na co wydajemy publiczne pieniądze. Ale nasze hasło „Zmieniajmy na lepsze” dotyczyło w szczególności zmiany infrastruktury miasta. Zdawaliśmy sobie sprawę, że są to już ostatnie pieniądze z Unii Europejskiej, dlatego chcemy wykorzystać je jak najlepiej dla dobra Starogardu. W tegorocznych wyborach pozycja Naszego Starogardu będzie zupełne inna. Będzie łatwiej czy trudniej?
Trudno na to pytanie odpowiedzieć. Wszystko zależy od mieszkańców, którzy nam zaufali. Czujemy tę odpowiedzialność. Zresztą te trzy minione lata nie należały do łatwych. Nie da się wszystkim dogodzić, ale najważniejsze jest to, by dbać o wspólne dobro i myśleć o przyszłości miasta. Nie kalkulować na dzisiaj, bo wtedy nic się nie osiągnie.

Czy tak jak inne ugrupowania Nasz Starogard jest na etapie tworzenia list wyborczych?

Zgadza się, bo to od ludzi, jakich będziemy mieli na listach będzie zależało jaki osiągniemy wynik.

Jak w skrócie scharakteryzowałby Pan kandydatów?

Tak, jak powiedziałem wcześniej, nie interesują nas poglądy polityczne poszczególnych osób, ale pytamy: Co możesz zrobić dla naszego miasta?
Stawiamy na ludzi z pozytywną energią, kreatywnych i takich, którzy wiedzą dlaczego chcą być radnymi. Rozmawiacie zapewne z wieloma osobami. Jakie są Pana spostrzeżenia?
Przeprowadziliśmy już wiele rozmów i cały czas zapraszamy do współpracy. Co do spostrzeżeń, to bardzo miłe są te rozmowy, kiedy niektóre osoby powiedziały wprost, że nie można stać z boku, trzeba się zaangażować, bo wtedy można zrobić więcej. I za to im bardzo dziękuję. Są też i takie osoby, które mają niewątpliwy potencjał i mogłyby dużo dobrego zdziałać, ale nie chcą się angażować w działalność samorządową. Trzeba to uszanować, choć szkoda.

Dlaczego warto wystartować z listy stowarzyszenia, a nie na przykład z komitetu partyjnego?

Tak uczciwie, to po co w samorządzie lokalnym potrzebne są partie polityczne? Czy my mieszkańcy nie wiemy co jest dla nas dobre? Każdy chcący wystartować w wyborach samorządowych powinien odpowiedzieć sobie po co startuje. Jeśli chce robić karierę partyjną, być może zostać ministrem, to bliżej mu do partii, ale tym, którzy myślą lokalnie bliżej do stowarzyszeń. Uważam, że w szczególności włodarze miast i gmin powinni być bezpartyjni. Wtedy można osiągnąć więcej. Stowarzyszenia walczą o swoje lokalne sprawy i daleko im do polityki krajowej. Często słyszymy: „Dlaczego ktoś w Warszawie ma decydować o naszych sprawach, czy my nie potrafimy?
” Potrafimy. Zresztą słowo „samorząd” to niezależne od nadrzędnej władzy decydowanie o własnych sprawach. W tym miejscu dziękuję wszystkim, którzy nas wspierają.

Na te inwestycje postawiliśmy w tym roku<< >>Działamy już siedem lat