Janusz Stankowiak

Będę ubiegał się o urząd Prezydenta Miasta

Rozmowa z Januszem Stankowiakiem, Prezydentem Miasta Starogard Gdański

Za Panem 3 lata sprawowania funkcji prezydenta Starogardu Gdańskiego. Jaki to był dla Pana okres?

To był czas niezwykle wytężonej pracy, ale też ogromnego zapału i optymizmu, który towarzyszył mi w trakcie każdego działania podejmowanego na rzecz naszego miasta. To również okres zdobywania doświadczeń w wielu dziedzinach życia społecznego. Nigdy wcześniej nie zetknąłem się z taką ilością różnych ludzkich spraw, często dramatycznych, których rozwiązania oczekiwali ode mnie nasi mieszkańcy. Cieszyłem się, kiedy udało się komuś pomóc, ale były też momenty bezsilnej złości, że nie mogę nic lub niewiele w pewnych sytuacjach zrobić. To są dylematy, z którymi musi się mierzyć każdy człowiek odpowiedzialny za losy innych. Do najbardziej satysfakcjonujących momentów należały te, w których nasze projekty zamieniały się w realną gotówkę pozyskiwaną z różnych źródeł, głównie środków Unii Europejskiej pozwalających w sposób trwały i systematyczny zmieniać Starogard.

Co ważnego udało się zrobić przez ten czas?

Myślę, że całkiem sporo jak na jedynie trzy lata mojego urzędowania, ale przede wszystkim zadbać o kondycję finansową Starogardu. Bez kompleksów zaczęliśmy walkę o duże pieniądze na inwestycje, których naszemu miastu brakowało jak powietrza. Nasze możliwości finansowe były niewielkie. Obejmowałem miasto z blisko 60-milionowym zadłużeniem. Średnio na rok mogliśmy przeznaczyć nieco ponad 10 milionów złotych na inwestycje. W skali miasta tej wielkości co Starogard to naprawdę niewiele, patrząc na ogrom potrzeb. Jedyną drogą dalszego jego rozwoju było pozyskanie funduszy z Unii Europejskiej w ramach perspektywy finansowej 2014 – 2020. Należy przypomnieć, że każde pozyskane pieniądze z zewnątrz muszą być uzupełniane przez środki własne, których nam niestety brakowało. Konsekwentnie i uparcie spłacaliśmy ciążące na nas zadłużenie z lat poprzednich. Do końca tego roku spłacimy blisko 24 miliony złotych rat kapitałowych i około 10 milionów odsetek. To ogromna kwota. Poprawa naszej kondycji finansowej pozwoliła na ubieganie się o kredyt przeznaczony wyłącznie na dofinansowanie unijnych inwestycji. W zamian za to do Starogardu spłynęło blisko 100 milionów złotych z Unii Europejskiej, a wraz ze środkami własnymi to już ponad 150 milionów zainwestowanych w naszym mieście. Takich pieniędzy Starogard nigdy wcześniej nie doświadczył i prawdopodobnie nie doświadczy w przyszłości. To była szansa, którą wykorzystaliśmy w stu procentach. Dodam, aby wszystkich uspokoić, że jak wskazuje Regionalna Izba Obrachunkowa nasze finanse są jak najbardziej bezpieczne i żadna zapaść nam nie grozi, wręcz przeciwnie nasze możliwości są coraz lepsze, dzięki rosnącemu budżetowi. To optymistycznie nastraja na przyszłość, bo chcemy dalej inwestować w rozwój miasta i to poważne pieniądze.

Dla Starogardu jest to czas zmian, czego świadectwem są realizowane inwestycje. Postawił Pan na ekspansywne zarządzanie miastem.

Poczucie stagnacji towarzyszyło nam już zbyt długo. Tylko i wyłącznie po to ubiegałem się o urząd Prezydenta Miasta, aby ten stan rzeczy zmienić. Czułem, że jest to możliwe, potrzeba jedynie jasnej wizji celu, do którego się dąży i odwagi do podejmowania decyzji. Jedno i drugie nie jest mi obce, dlatego podjąłem decyzję o kandydowaniu. Uznałem, że już dość czasu zmarnowano na tworzenie projektów chowanych do szuflady bez perspektyw na ich zrealizowanie. Czas najwyższy było przestać tylko o tym dyskutować i pozorować działanie, a najważniejsze to zabrać się za solidną pracę. Do tego potrzeba było pełnej mobilizacji moich współpracowników, którzy muszę to przyznać z satysfakcją, ale i osobistą wdzięcznością, stanęli na wysokości zadania. Blisko dwa lata minęły na przygotowywaniu projektów, konsultacji społecznych, negocjacji z urzędami wyższego szczebla, uzyskiwaniu różnego rodzaju pozwoleń i uzgodnień, aby zapewnić odpowiednie finansowanie. W końcu rzeka pieniędzy popłynęła wprost do naszego miasta, aby zmienić jego oblicze w sposób niespotykany w jego dotychczasowej historii. Budowa Integracyjnego Węzła Komunikacyjnego połączona z modernizacją dworca kolejowego i Aleją Wojska Polskiego, Rewitalizacja Starego Miasta z całkowitą przebudową Rynku, rewitalizacja Parku Miejskiego i budowa ciągu pieszo-rowerowego wzdłuż rzeki Wierzycy, modernizacja ulicy Kościuszki, termomodernizacja starogardzkich szkół, zakup nowych 11 ekologicznych autobusów to tylko te najważniejsze z wielu inwestycji prowadzonych na terenie miasta. Starogard stał się jednym dużym placem budowy, co czasem irytuje mieszkańców ze względu na utrudnienia, głównie komunikacyjne. Wierzę jednak, że irytacja ustąpi miejsca zadowoleniu, wręcz dumy z efektów, które już w tym roku będziemy obserwować po zakończeniu większości nwestycji. Musimy przeć do przodu nie po to, aby kogokolwiek gonić, ale żeby odzyskać miano lidera zmian, na które w pełni zasługujemy jako stolica regionu i jedno z najważniejszych miast w naszym województwie.

Patrząc na działania niektórych radnych chyba nie wszyscy chcą iść w podobnym kierunku co Pan?

Powtarzałem to wcześniej, powiem teraz i mówić będę w przyszłości, że podziały polityczne na poziomie samorządów to kompletne nieporozumienie. Często zastanawiam się co kryje się za wypowiedziami czy decyzjami poszczególnych radnych. Odnoszę wrażenie, że dla członków partii politycznych liczy się przede wszystkim interes ich macierzystej organizacji stawianej ponad dobrem naszej wspólnoty. Czuję, że po tych słowach podniosą się głosy oburzenia, ale nie potrafię zrozumieć jak w wielu przypad- Będę ubiegał się o urząd Prezydenta Miasta /NaszStaroGard Rozmowa z Januszem Stankowiakiem, Prezydentem Miasta Starogard Gdański / 5 kach ewidentnie przynoszących korzyść naszemu miastu można głosować przeciw albo wstrzymywać się od głosu. Mój kierunek jest banalnie prosty. Należy odpolitycznić Radę Miasta, stawiać na samorządowców, ludzi sprawdzonych w walce o interesy konkretnych grup mieszkańców, odważnych, ale i skłonnych do kompromisu dla dobra wspólnego, ludzi pozytywnie myślących, pozbawionych uprzedzeń, ale silnych miłością do naszej małej ojczyzny. Każdy z nas ma prawo mieć określone poglądy polityczne, ale radnych wybierają mieszkańcy, a nie politycy i im należy się lojalność i poświęcenie. Wyciągam rękę do każdego radnego, który myśli podobnie o mieście i służebnej roli wobec mieszkańców, pozostali niech idą swoją drogą.

Jakiś czas temu doszło do spięcia w koalicji. Radny Prawa i Sprawiedliwości Tomasz Walczak, który nie chciał głosować nad zaciągnięciem kredytu na realizację inwestycji, został w efekcie odwołany ze stanowiska wiceprzewodniczącego Rady. Sytuacja wymusiła tak stanowcze zachowanie wobec radnego?

W ludziach najbardziej sobie cenię przyzwoitość i uczciwość. Radnemu Tomaszowi Walczakowi zabrakło jednego i drugiego. Odwołanie go z funkcji wiceprzewodniczącego Rady Miasta było podyktowane kompletną utratą zaufania spowodowaną jego niezrozumiałym zachowaniem podczas sesji Rady Miasta. Tegoroczny budżet negocjowaliśmy blisko trzy miesiące i został on przyjęty prawie jednogłośnie (z jednym głosem wstrzymującym) w grudniu ubiegłego roku. Za tym budżetem głosowała cała koalicja wraz z radnym Tomaszem Walczakiem. W jednym z paragrafów wyraźnie jest napisane o potrzebie zaciągnięcia kredytu na potrzeby inwestycyjne miasta. Pan Walczak doskonale znał ten zapis. Co więcej, na dzień przed sesją odbyło się posiedzenie Komisji Budżetu, na której ten sam radny głosował za projektem uchwały o zaciągnięciu tego zobowiązania. Dopiero podczas sesji Rady Miasta radny zakomunikował członkom koalicji, że klub radnych PiS powstrzyma się od głosu co było dla nas wszystkich ogromnym zaskoczeniem. Brak przyjęcia tej uchwały mógł sparaliżować cały proces inwestycyjny w mieście, dodatkowo obciążyć nas wielomilionowymi karami dla wykonawców za niewywiązanie się z zawartych umów, a także wymusić zwrot przyznanych dotacji unijnych, co byłoby jednoznaczne z bankructwem Starogardu, nie mówiąc o klęsce wizerunkowej, która odbiłaby się głośnym echem w całym kraju. Na szczęście dla nas wszystkich większość pozostałych radnych, w tym również dwóch z czteroosobowego klubu PiS, koalicji i Platformy Obywatelskiej zagłosowała za przyjęciem tej niezwykle ważnej uchwały. W uzasadnieniu swojej decyzji radny Tomasz Walczak powoływał się na negatywną opinię jak to stwierdził „doświadczonego” samorządowca Pawła Głucha, tego samego, który jeszcze jako prezydent naszego miasta nierozważną decyzją nakręcił spiralę procesu zobowiązań wobec jednej z firm, która zakończyła się stratą w budżecie Starogardu na kwotę ponad 10-milionów złotych! Znowu dla niektórych ważniejsza okazała się polityka i próba postawienia interesu partii ponad, a nawet kosztem interesów mieszkańców. To niedopuszczalne i godne pożałowania. Rozumiem, że to początek kampanii wyborczej radnego Walczaka rozpoczętej niestety w najgorszym z możliwych stylu. Ocenę postawy radnego Tomasza Walczaka pozostawiam mieszkańcom Starogardu. Swojej nie przytoczę, bo musiałbym użyć mało dyplomatycznych określeń. Jesienią tego roku odbędą się wybory samorządowe.

Jak na razie oficjalnie nie padły nazwiska kandydatów do objęcia fotelu prezydenta. Pan też jeszcze nie złożył oficjalnej deklaracji. Zatem pytanie brzmi: Czy będzie Pan ubiegał się o reelekcję?

Posłużę się porównaniem. Dzisiejszy Starogard jest jak szybko pędzący pociąg, który pewnie zmierza do określonego celu, a jest nim silne i zadbane miasto, odnowiona i rozwijająca się infrastruktura, zamożni mieszkańcy i bogaty rynek pracy, przyjazne środowisko i godne warunki do życia, bogaty sport i kultura, znakomita oświata i doskonała służba zdrowia, szacunek dla tradycji i ustawiczny rozwój. Nikt nie wysiada z pędzącego pociągu, a na pewno nie robi tego maszynista, na którym ciąży największa odpowiedzialność. Tak, będę ponownie ubiegał się o zaszczytny urząd Prezydenta Miasta Starogard Gdański. Jeżeli mieszkańcy powtórnie obdarzą mnie zaufaniem, to mogę obiecać, że zrobię wszystko, abyśmy dojechali do stacji: Starogard Naszych Marzeń.

W poprzednich wyborach był Pan kandydatem bezpartyjnym. Czy coś się zmieniło?

Chyba tylko to, że coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu o szkodliwym wpływie polityki i polityków, czego niechlubnym przykładem jest radny Tomasz Walczak, na rozwój lokalnej samorządności. Dla nich jesteśmy wyłącznie kolejnym łupem potrzebnym do poprawienia statystyk. Nie traktują nas jak żywy organizm, który potrzebuje określonych warunków, aby móc się zdrowo rozwijać. Jesteśmy raczej narzędziem do walki z politycznymi przeciwnikami. Samorządność to największe osiągnięcie ostatnich blisko 30 lat. Ludzie poczuli, że mogą być gospodarzami w swoich małych ojczyznach. Jeżeli ktoś chce nas tego pozbawić to powinniśmy się temu przeciwstawić. Niestety temu służy zmiana ordynacji i kodeksu wyborczego. Jednak to od nas, każdego mieszkańca z osobna i wszystkich razem zależy jak będzie wyglądało nasze miasto w przyszłości. Musimy sobie odpowiedzieć czy chcemy rozwijać się w niezależnym politycznie środowisku, ponad podziałami bez zewnętrznych nacisków z „centrali”, czy też podporządkować się którejś z partii politycznych i żyć pod jej dyktando. Ja wybrałem niezależność i jestem przekonany, że postępuję słusznie.

Pojawiają się opinie, że osoba bez partyjnej legitymacji ma mniejsze możliwości jeśli chodzi o zdobywanie wsparcia na rozwój miasta. Odczuł to Pan?

To mit, który jak mantra powtarzany był przed ostatnimi wyborami. Moi adwersarze chyba bez satysfakcji musieli pogodzić się z faktem, że to właśnie mnie, człowiekowi bezpartyjnemu, pozbawionemu politycznego zaplecza udało się zrealizować największe od dziesięcioleci projekty, za którymi popłynęła do Starogardu rzeka pieniędzy. Chociaż nie zawsze było łatwo, często wręcz bardzo trudno to jednak pełen profesjonalizm mojej administracji pozwolił przekonać władze samorządów wyższych szczebli, że warto inwestować w Starogard. Takich przykładów jak nasz w Polsce jest wiele, zresztą z każdymi wyborami coraz więcej. Obywatele są już bardzo zmęczeni często niezrozumiałymi kłótniami polityków. Samorządowcy to ludzie z krwi i kości, którzy na miejscu, tu i teraz próbują rozwiązywać realne problemy mieszkańców. Miasto i mieszkańcy znakomicie poradzą sobie bez polityków, ale oni bez nas na pewno nie.